Witamy na stronie Uczniowskiego Klubu Sportowego NAWA Skierniewice! Aktualności RSS

Każdy rodzaj sportu niesie z sobą bogaty skarbiec wartości, które zawsze trzeba sobie uświadamiać, aby móc je urzeczywistnić. Ćwiczenie uwagi, wychowywanie woli, wytrwałość, odpowiedzialność, znoszenie trudu i niewygód, duch wyrzeczenia i solidarności, wierność obowiązkom - to wszystko należy do cnót sportowca.
Jan Paweł II

Mistrzostwa Polski Seniorów w Poznaniu – oczami naszego Mistrza

Mistrzostwa Polski Seniorów i Młodzieżowców w Poznaniu odbyły się w dniach 15-18.12.2011r. czyli w kolejny weekend po Mistrzostwach Europy. Miałem około 3 dni aby przytrzymać formę przy sobie tydzień dłużej. Trener na bieżąco dopasowywał obciążenia treningowe pod katem mojego samopoczucia w wodzie, poprawiając błędy w technice zarówno samego stylu jak i elementów wyścigu. Pierwszy trening w Termach Maltańskich – szczęka mi opadła… trybuny, pływalnia, wszystko było większe niż na jakimkolwiek basenie w Polsce. Obiekt naprawdę robi wrażenie. Podczas samych Mistrzostw trybuny były wypełnione w 1/3 a i tak było więcej kibiców i zawodników niż zwykle na tej rangi zawodach. Bardzo dużo swobody jeśli chodzi o miejsce na rozpływanie rozgrzewkę czy zaplecze dla fizjoterapeutów. Te czynniki na pewno pomogły osiągać dobre wyniki wielu zawodnikom na tej pływalni. Osobiście uważam że Termy Maltańskie są ‚”szybkie”’ i Poznań spokojnie może starać się o organizację Mistrzostw Świata.
Pierwszy start to nie lubiane przeze mnie 200m grzbietowym. Rozważaliśmy z Trenerem Sarną czy mnie nie zwolnić ze startu na tym dystansie jednakże ostatecznie podjedliśmy dobrą decyzję i wystartowałem. Nie lubię pływać „dwusetki” gdyż dystans ten trzeba zacząć dość spokojnie. W Hiszpanii nauczyłem się że gwizdek sędziego startera ma być bodźcem wywołującym maksymalną mobilizację organizmu i „eksplozję” mięśni, pracy serca i frekwencji ruchów. Tak to powinno być w sprincie, ale dwieście to już inna bajka. Tu potrzeba było taktyki i spokoju, przede wszystkim spokoju. W porannych eliminacjach osiągnąłem 1:58:11, popłynąłem spokojnie, z rezerwą energetyczną a ten czas okazał się rekordem życiowym. Byłem w absolutnym szoku. Do finału zakwalifikowałem się z pierwszą pozycją. Popołudniu wiedziałem iż mogę poprawić ten czas. Zacząłem nieco mocniej niż rano i od początku dystansu powiększałem przewagę nad rywalami. Na bodajże 125 metrze dystansu zrozumiałem że serio mogę to wygrać tylko nie wolno mi popełnić żadnego głupiego błędu. Dopłynąłem a tablica pokazała 1:55:69. Nie sądziłem że tak znienawidzony przeze mnie dystans może sprawić tak dużą przyjemność. Pierwsze złoto na 200m grzbietowym wywalczone!
Kolejny dzień to wybitnie sprinterska pięćdziesiątka. To co lubię najbardziej 😉 I znów zamiana ról. Start na 50m grzbietowym okazał się najtrudniejszym do wygrania w tych zawodach. Ci sami rywale co na Mistrzostwach Europy (Marcin Unold, Jakub Jasiński) plus młoda krew, w dodatku przygotowująca się specjalnie pod Mistrzostwa Polski podczas gdy my byliśmy już zmęczeni tygodniem spinania się na treningach i startowania w zawodach. Eliminacje poszły dość gładko, popołudniowy półfinał również się oszczędzałem i zakwalifikowałem się do finału na trzeciej pozycji. Przed finałem patrząc po rywalach u wszystkich widziałem trochę stresu, sam też się niesamowicie stresowałem. Start w finale wykonałem nie po swojemu, skok zbyt płasko i nawrót „na złą rękę” jednakże ostatni metr i szybkie przełożenie ręki zdecydowało że to mnie się udało wygrać jak to mówimy „Loterię dla najlepszych”. Wszyscy różniliśmy się od siebie kilkoma setnymi, więc jeśli ktoś obcinał paznokcie czy nierówno się ogolił przed startem to mógł przegrać właśnie przez takie drobnostki 🙂 Jak już kiedyś wspominałem, start na 50m pokazuje kto potrafi trzymać emocje na wodzy i popełnia najmniej błędów. Obroniłem tytuł z letnich MP, kolejne złoto i jeszcze większy szok!
Eliminacje i półfinały na dystansie 100m stylem grzbietowym odbywały się trzeciego dnia zawodów. Oba te starty potraktowałem jako naukę przed finałem. Chcieliśmy z trenerem abym odpowiednio wszedł w nawrót – to czego zabrakło podczas Mistrzostw Europy. Do finału chciałem wejść z pierwszą pozycją i tak też zrobiłem. Przed ostatnim startem na zawodach czułem już trochę niechęć do wody, dwa tygodnie startów były bardzo męczące. Koledzy startujący w ME również chcieli już wrócić do domów, skończyć to jak najszybciej i wypocząć. Ostatnia mobilizacja i upragniony cel – złamać barierę 53 sekund i wracam do domu. To napawało mnie energią. Wiedziałem że na 100m najbardziej będę ścigał się z samym sobą. Ostatni start wyszedł dokładnie tak jak to wyćwiczyłem, i tak jak sobie wymarzył trener – wszystkie nawroty świetnie wykonane. Ostatnie 5m dystansu czułem jakby ktoś mi zaciągnął hamulec ręczny ale udało przezwyciężyć ten ból i tablica pokazała 52.50. Życiówka i ostatnie złoto na zakończenie zawodów! Nareszcie odpocznę! Nie przemawia przeze mnie lenistwo, ale trochę już potrzebuję odpocząć.
Od końca lipca do 18 grudnia dwa razy dziennie trening, od października w naprawdę ciężko trenowałem oraz przystosowałem tryb życia pod osiąganie dobrych wyników w sporcie. Zdrowe jedzenie, dużo rozciągania, ciężka siłownia i przede wszystkim jak najwięcej snu pomiędzy treningami i studiami. Razem z Marcinem Sarną myślimy że właśnie to miało też duży wpływ na efektywność treningu. Mnie taki tryb życia pasuje, teraz tylko mam jeszcze więcej motywacji niż parę miesięcy temu! Mam delikatne problemy z kręgosłupem także od stycznia zamierzam wpleść w trening Jogę która pomoże mi nie tylko fizycznie ale także mentalnie – trener uważa że to świetny pomysł.
Teraz muszę nadrobić zaległości na studiach, i zacząć przygotowywać się do sesji egzaminacyjnej. W międzyczasie będę bił rekord zjedzonych pierogów przy wigilijnym stole, i spędzał czas z najbliższymi. Hektolitry potu na siłowni, tysiące kilometrów w wodzie, godziny poprawiania gibkości. Rok 2011 mogę uznać za udany 😉
W kolejnym zamierzam pracować jeszcze więcej! Wesołych Świąt i Mokrego Pływackiego Nowego Roku Życzy Krzysiek Jankiewicz!

Brak odpowiedzi